4.2/5 - (4 votes)

Pracę w firmie Karlik rozpoczynał w 1994 roku, będąc już wtedy partnerem Joanny Karlik. Na początku pracował jako magazynier-logistyk, potem jako specjalista do spraw zaopatrzenia, dyrektor techniczny, aż do objęcia stanowiska współzarządzającego dealerstwem Volvo. Przez lata zbierał doświadczenie w zarządzaniu projektami budowlanymi, najpierw przyglądając się pracy Ryszarda Karlika, następnie we współpracy z nim, by ostatecznie samodzielnie zrealizować projekt budowy najnowszego salonu Volvo Karlik na poznańskim Franowie.

Z okazji 20 lat współpracy Firmy Karlik z marką Volvo rozmawiamy
z Jackiem Knocińskim i przybliżamy etapy rozwoju firmy na mapie Poznania.

TEKST: Redakcja | ZDJĘCIA: Firma Karlik



Czy pamięta Pan pierwsze zadanie, jakie zostało Panu zlecone w firmie Karlik, gdy rozpoczynał Pan swoją karierę zawodową?

Jacek Knociński: Bardzo dobrze pamiętam. Pierwsze zadanie zlecił mi Ryszard Karlik. Warto jeszcze wspomnieć, że był to czas, kiedy nie było takiego dostępu do informacji jak obecnie, a jednym z nielicznych źródeł informacji na temat polskich przedsiębiorstw był bardzo obszerny katalog Panorama Firm. Nie mieliśmy wtedy Internetu! Otrzymałem zadanie, by znaleźć firmy zajmujące się uzbrajaniem samochodów w systemy bezpieczeństwa, w tym systemy alarmowe. Dostałem do dyspozycji samochód i miałem wybrać najlepsze systemy, które są dostępne na rynku. Pamiętam, że odwiedziłem wtedy kilkanaście takich firm. Potem był etap testowania, wyboru najlepszej opcji i wdrażania systemów w naszych samochodach.

Przenieśmy się teraz do roku 2002, do początków marki Volvo w firmie Karlik. Czym Pan się wtedy zajmował?

Zaczynałem od sprzedaży części zamiennych do samochodów Volvo. Pracowaliśmy wtedy w bardzo małym salonie przy poznańskiej Malcie, który pozwalał na ekspozycję tylko trzech nowych samochodów.



Jak to się stało, że uczestniczył Pan w projektach budowy salonów motoryzacyjnych?

Zaczęło się od projektu nowego salonu przy poznańskiej Malcie. Szef, a później także mój teść, Ryszard Karlik już w 2002 roku zaczął snuć plany dotyczące budowy dużo większego salonu Volvo, odpowiadającego potrzebom klientów marki premium. Gdy rozpoczęły się prace projektowe, poprosił mnie, bym dołączył do zespołu doradzającego w zakresie budowy nowego serwisu Volvo.

Jaki był Pana udział w budowie salonów motoryzacyjnych przy poznańskiej Malcie i kiedy to było?

Nowy salon na Malcie został oddany do użytku w 2004 roku, a przygotowania do jego budowy rozpoczęły się jeszcze w 2002 roku. Moją rolą było przekazanie wiedzy na temat specyfiki pracy w serwisie. Wcześniej pracowaliśmy w serwisie przygotowanym do napraw wózków widłowych, teraz mieliśmy szansę na zaprojektowanie przestrzeni bardziej funkcjonalnej, wyposażonej w najwyższej jakości materiały i sprzęt serwisowy.



Następnie był salon Volvo w Baranowie. Jaka była Pana rola w tym projekcie?

Moja rola mocno się zmieniła: z osoby doradzającej w budowie funkcjonalnego serwisu przeszedłem do roli strażnika standardów Volvo w całym obiekcie. Byłem wtedy w ścisłym kontakcie z reprezentantami Volvo Auto Polska (teraz Volvo Car Poland) i skandynawskie standardy marki wdrażałem na poznańskim gruncie. Niedługo po oddaniu nowego salonu, teść oficjalnie przekazał Joannie i mnie zarządzanie dealerstwem Volvo.

Po drodze był jeszcze butikowy showroom Volvo w Starym Browarze.

To prawda. Zanim powstał obecny showroom, mieliśmy w 2016 roku kilkumiesięczną ekspozycję samochodów Volvo w Starym Browarze. Rozpoczęcie prac nad showroomem w lutym 2020 roku zbiegło się z bardzo trudnym okresem pandemii, a to wiązało się z dużą dozą niepewności odnośnie przyszłości biznesu i funkcjonowania centrów handlowych oraz z realnymi trudnościami związanymi z opóźnieniami w dostawach w branży budowlanej. Tym bardziej dumny jestem, że niełatwe prace remontowo-wykończeniowe, które odbywały się najczęściej w nocy w Starym Browarze, przebiegły bardzo sprawnie i nowy obiekt oddaliśmy do użytku w ciągu półtora miesiąca od rozpoczęcia prac. W tej chwili jest to piękna wizytówka marki Volvo w prestiżowym miejscu, gdzie klienci zobaczą nie tylko ekspozycję czterech samochodów Volvo, ale także biżuterię pARTs tworzoną ze zużytych części Volvo.



I tak dochodzimy do Państwa najnowszej inwestycji, czyli nowego salonu Volvo przy ulicy Torowej 14, który został oddany do użytku w marcu tego roku. Kiedy rozpoczęły się prace nad jego budową?

Na budowę weszliśmy w marcu 2020 roku i tutaj również prace szły ekspresowo, bo obiekt o powierzchni 2986 m2 został wybudowany raptem w dziesięć miesięcy. Wcześniej, przez półtora roku, trwały zaawansowane prace przygotowawcze. Joannie i mnie bardzo zależało na tym, by nowy salon nie tylko odpowiadał na potrzeby klientów, ale by był bardzo komfortowym i wyjątkowym miejscem pracy dla naszego zespołu.

Jakie udogodnienia znajdziemy w nowym salonie?

Wewnątrz eksponujemy aż 14 modeli Volvo, ale dzięki zagospodarowaniu przestrzeni wokół salonu oraz rozmieszczeniu dużych drzwi w trzech jego punktach, jesteśmy w stanie wyjechać z niego wszystkimi samochodami w ciągu kilku minut. Podobne rozwiązanie zastosowaliśmy w serwisie. Nasze biura są bardzo przestronne, a wyposażenie ich w drewniane ściany oraz obrazy ukazujące samochody Volvo z pięknymi krajobrazami w tle, nadało im cieplejszego, wręcz domowego charakteru. W salonie jest miejsce do relaksu i odpoczynku, w którym znajdziemy maty do ćwiczeń, poduszki do medytacji czy poradniki zachęcające do zdrowego życia. Nazywamy je salką LAGOM, od skandynawskiej filozofii zrównoważonego życia. Część naszego zespołu korzysta z niej, praktykując uważność podczas cyklicznych spotkań zainicjowanych przez Joannę.



Moją największą dumą w nowym salonie jest serwis. Rozpoczynałem
przecież zawodową karierę w serwisie i przez ponad 20 lat obserwowałem
pracę mechaników i doradców serwisowych



Co może Pan powiedzieć o konstrukcji salonu i jego powierzchni?

Konstrukcja salonu wybudowana na planie kwadratu ma przypominać, zwłaszcza w nocy, barwę i fakturę kostki lodu. Elewacja wykończona mlecznym szkłem ma na celu budować atmosferę tajemniczości dla osób przejeżdżających obok salonu. Zachętą do zajrzenia do środka jest klika całkowicie przeziernych szyb, w których ustawione są atrakcyjne modele Volvo. Te ekspozycje wyglądają jak obrazy, bo szyby oprawione są w drewniane ramy, a ustawione w nich samochody w nocy są podświetlone. Wnętrze tworzą konstrukcje z prefabrykatów żelbetowych, ocieplone dużą ilością drewna, szkłem oraz typowo skandynawskim, minimalistycznym wystrojem.

Co w nowym obiekcie napawa Pana największą dumą?

Moją największą dumą w nowym salonie jest serwis. Rozpoczynałem przecież zawodową karierę w serwisie i przez ponad 20 lat obserwowałem pracę mechaników i doradców serwisowych. Teraz mogłem wykorzystać całą swoją wiedzę i skupić się na najdrobniejszych elementach, które usprawniają codzienną pracę. Znajdziemy tu aż 14 podnośników, najnowsze rozwiązania w zakresie całej ścieżki diagnostycznej oraz rzadko spotykaną przestronność pomiędzy stanowiskami serwisowymi. Jeśli ustawimy dwa samochody na sąsiadujących stanowiskach, to możemy swobodnie otworzyć w nich drzwi na oścież, co zwiększa ich bezpieczeństwo i oczywiście komfort pracy mechaników. Ponadto nowy serwis jest bardzo jasny i nie kojarzy się ze stereotypową, umazaną olejem, halą serwisową. Na myśl przywodzi bardziej laboratorium.



Jak Pan odnajduje równowagę po dniach pełnych intensywnych działań?

Jestem na takim etapie życia, ze czasu wolnego jest niewiele. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej i cieszę się, że mam tyle energii do działania. Gdy jednak przychodzi czas na ładowanie akumulatorów i zmianę atmosfery, to najczęściej uciekam do dwóch moich życiowych pasji. Pierwszą są motocykle. Lubię wsiąść na motocykl i niekoniecznie mieć plan dokąd pojechać. Zresztą jest takie motocyklowe powiedzenie „nie liczy się cel, liczy się podróż”. Uwielbiam takie wypady w nieznane. Druga pasja to muzyka. Można powiedzieć, że gdyby moja zawodowa kariera nie powiązała mnie z motoryzacją, to pewnie zostałbym muzykiem. Uwielbiam grę na gitarze, a od niedawna spełniam się także jako perkusista – amator. Żartujemy z kolegami, że dusza rockandrollowca nigdy się nie starzeje i być może założymy jeszcze kiedyś zespół rockowy!