Szansa na to, że uczestnik maratonu ma 49 lat jest trzykrotnie większa, niż na to, że ma 50. Końcówki nas motywują. Nieważne, że nie ma żadnego fizjologicznego dowodu, dla którego kalendarzowe końce dekad miałyby nieść ze sobą kluczowe różnice fizjologiczne. Musimy sobie udowodnić, że jeszcze „nie pora się kłaść” i że jak byśmy chcieli, to damy radę. Fakt, że z wiekiem coraz mniej nam się chce, to zupełnie inna sprawa.

Zresztą, po 50 (konkretnie w wieku 52,9), statystycznie człowiek łapie największego doła w życiu – niewiele nam więc to bieganie pomogło. Ale za to, kiedy pyta się emerytów, do którego wieku najbardziej chcieliby wrócić – wygrywa wiek około 55 lat. Może przez kontrast, bo kiedy zaczynamy się podnosić po wieku 52,9, mając wciąż w pamięci dyskomfort ostatnich lat, pozytywne emocje odcinają się bardziej wyraziście.

Statystyki są jak bikini – pokazują fajne zależności, ale najfajniejsze jest to, czego nie pokazują. Te najbardziej nam dostępne analizy nie pokazują najczęściej tego jak były liczone, gdzie i przez kogo. Nauczyliśmy się więc podchodzić do nich z dystansem. I słusznie. Statystyka powinna wiedzieć, gdzie jej miejsce. W większości przypadków pojedyncze statystyki są niewiele warte. Służą za to analizy wielu statystyk – metaanalizy.


Z metaanaliz wiemy, że po każdej depresji ekonomia ożywia się bardzo szybko. W ciągu miesiąca od pierwszych pozytywnych wiadomości (w naszym przypadku o leku lub szczepionce) ekonomia robi wielki skok. Dane historyczne pokazują, że sześć miesięcy po początku poprawy, ludzie znów nie myją rąk.

Niestety – gatunkowo wbudowany mamy mechanizm powodujący, że nie potrafimy się przejąć tym, czego nie widać. Przychodzi nam to z wielkim wysiłkiem i trudem. Łatwiej nam się przejąć tym, że sąsiad nakupił papieru (bo to widać), a my nie, niż wirusem (nawet jeśli w telewizji zrobią z niego model 3D na pół studia).

Podobnie statystyka pomaga podejmować decyzje o zamęczaniu kolejnymi restrykcjami. Wiemy bowiem z historii, że ekonomię ożywia się statystycznie łatwiej niż ludzi. Trudno to wziąć „na serce”, kiedy straty ekonomiczne dotyczą nas samych, bo nasze cierpienie jest dla nas zawsze wyjątkowe i nie fair. Niemniej serce nie myśli w długim terminie. Serce najczęściej chce, żeby tu i teraz był spokój. A potem będziemy się martwić. I dlatego myśląc o seksie z kimś atrakcyjnym, nie staje nam przed oczami jako zachęta wizja wychowywania z nim tak wielu dzieci, jak to możliwe. Zachętą jest krótkoterminowa chęć zbliżenia. Niestety, najczęściej strategie działające w krótkim terminie, nie działają w długim. Dlatego to bardziej miejsce dla rozumu niż serca (choć oczywiście przesada jak zwykle niewskazana).


Natomiast statystyka w kontaktach międzyludzkich to miejsce, w którym ciężko ją stosować. – Choć wiem, że osoby o brązowych oczach uważane są za bardziej dominujące, ale co mnie to obchodzi, skoro moja żona ma oczy brązowe, a taka nie jest.

W kontaktach międzyludzkich nic nie zastąpi konkretnego doświadczenia.

– Większość osób lubi, jak je głaskać.

– No, super. Ale ja wolę drapanie. Od takiego delikatnego miziania cofa mi się obiad.

Dlatego budując zaufanie w kontakcie indywidualnym raczej zadajemy sobie pytanie jaka jest osoba, z którą jestem i jakie mam z nią doświadczenia.

Co najważniejsze – sprawa dotyczy także siebie samego. Najważniejsze pytanie brzmi na ile mogę zaufać sobie. Tu pewnie znów miejsce na uważność – w jednych kwestiach jesteśmy godni zaufania, w innych nie.


No i najważniejsza statystyka: czy poradzę sobie, kiedy stanie się coś złego? Jakie mamy w tym zakresie doświadczenia ze sobą. Dramatyczny wniosek, choć z niechęcią się do niego przed sobą przyznajemy, jest taki, że niestety sobie poradzimy. Z trudem, ale jednak. Każdy z nas ma masę dramatycznych doświadczeń w życiu i zawsze coś zrobił, co w efekcie go wykaraskało. Jeśli nie za pierwszym wyborem, to w kolejnym. Do tego możemy mieć zaufanie w ciemno. I może dostarczać sporo spokoju. Owszem, nie lubimy sytuacji, w której dopiero spodziewamy się katastrofy. Ale kiedy ona już nastąpi, zawsze jakoś coś się udaje wymyślić, prawda?

To kolejna cecha naszego gatunku. Czemu ją zawdzięczamy? O tym wkrótce, w kolejnej części, na którą już dziś Państwa zapraszamy. Będzie kilka ciekawostek i coś do wzięcia od ręki. Uszanowanie i do następnego razu.


„Miłosz w czasach zarazy” – to cykl wpisów, których intencją jest oswajać to, co nieznane, zachęcać do gimnastyki intelektualnej, wywoływać uśmiech na twarzy, trenować uważność.